|
Złożony świat Jeśli chodzi o treść, temat także nie został wybrany przypadkowo. Chodzi tu o głębokie symboliczne uwarstwienia charakteryzujące nasz ambiwalentny stosunek do zwierząt. Krew, ofiara, okrucieństwo, wszystko to jeszcze nas porusza, nawet jeśli procesy produkcji są obecnie uprzemysłowione, aseptyczne i racjonalne, przynajmniej pozornie. Z drugiej strony, nie zapmnijmy o świętach i festynach, o smacznym jedzeniu, o naszym przywiązaniu do zwierząt. Krótko mówiąc, cały złożony świat, który dał mi do myślenia. |
|
Co więcej, moja praca w Federalnym Urzędzie Rolnictwa (OFAG, odpowiednik polskiego Ministerstwa Rolnictwa), gdzie mam okazję śledzić z bliska kryzysy związane z bezpieczeństwem żywności, uwrażliwiła mnie na tą problematykę. Wobec tego od lat już nosiłam się z projektem, by wziąć tuszę za model. Potrzebowałam dużo czasu, żeby tę myśl przetrawić (jeśli można się tak wyrazić) i wpaść na pomysł dyptyku z ażurowymi, jaskrawo czerwonymi półtuszami nakładającymi się na sielankowy krajobraz rolny. Chciałabym poprzez to zachęcić do myślenia nie wydając przy tym osądu moralnego. Rzecz jasna, potrzebowałam modeli, a nic przekonywającego nie znalazłam w Sieci. Zdecydowałam wobec tego pójść do rzeźni i zrobić zdjęcia własnoręcznie. To nie była moja pierwsza wizyta w rzeźni: już w 1986 roku potrzebowałam baranich rogów na wystawę, która miała miejsce w Centrum Kultury w Windsorze (właśnie w Anglii, co za zbieg okoliczności). Zdobyłam je wówczas także w rzeźni; tym razem jednak przeżycie było pełniejsze. Poruszająca wizyta Pięknego dnia wybrałam się wobec tego do berneńskiej rzeźni by zrobić parę zdjęć. Zostałam serdecznie przyjęta przez młodego pracownika, prawdziwego rzeźnika, trochę okrągłego i trochę różowego, ale w każdym razie, bardzo sympatycznego. On i inni pracownicy byli cali zadowoleni z tego, że ktoś interesuje się ich pracą nie grożąc przy tym palcem. Wzmianka OFAG’u i organizacji producentów i handlarzy mięsa Proviande, dla której kiedyś pracowałam, trochę mi może pomogła.
Najbardziej jednak poruszyło mnie, w znaczeniu dosłownym i przenośnym, inne doznanie: kiedy chodzi się po hali, nie może się uniknąć otarcia się o jedną z obdartych ze skóry półtusz, które wiszą wszędzie i dosyć szybko przesuwają się w etapowym procesie przetwarzania. Także nagle dotknęłam póltuszy wielkiego imponującego byka. Chociaż to logiczne, byłam zaskoczona: ciało było jeszcze całkiem ciepłe. Nie, to nie mięso, to jeszcze martwe zwierzę.
Do obrazu
Home
Galeria
Witam
Pracownia
Wystawy
Linki
Rozmaitości
Nowość |